Logowanie (rejestracja)

Zapomniałeś hasła?

Nie masz jeszcze swojego konta? Zarejestruj się!

REKLAMA

Politechnika Opole - trening naborowy

31.05.2016 14:52

Weegree AZS KU Politechniki Opolskiej, który obecnie stara się o uczestnictwo w II lidze mężczyzn PZKosz, zaprasza chętnych na trening naborowy.

Weegree AZS KU Politechniki Opolskiej, który obecnie stara się o uczestnictwo w II lidze mężczyzn PZKosz, zaprasza wszystkich chętnych zawodników trenujących koszykówkę, chcących podjąć studia na jednym z wydziałów Politechniki Opolskiej, na trening naborowy.

Termin:
09.06.2016 ( czwartek ) o godzinie 17 .00
Miejsce:
Hala sportowa Politechniki Opolskiej - Opole, ul. Proszkowska 76/9a.

Prosimy o przesłanie CV ze zdjęciem na adres : azs@po.opole.pl

Przyjdź i spróbuj swoich sił!

Sztab szkoleniowy Weegree AZS KU Politechniki Opolskiej

Andrzej Pluta jr i koledzy w europejskim Top 50

Młodzież | 31.05.2016 10:02

Trójka polskich nastolatków znalazła się w gronie najlepszych koszykarzy Europy z rocznika 2000, które przygotowało New Basketball Generation. To Andrzej Pluta jr, Aleksander Balcerowski oraz Przemysław Gołek.

New Basketball Generation to serwis założony przez Hiszpana Alberto Blanco, który obecnie jest asystentem Tomasa Pacesasa w Lietuvos Rytas. NBG współpracuje m.in. z NCAA, pomagając amerykańskim uczelniom w ocenie potencjału młodych europejskich graczy. W najnowszym zestawieniu 50 najlepszych koszykarzy urodzonych w 2000 roku, znalazło się trzech Polaków.

Pluta, który niedawno podpisał młodzieżowy, pięcioletni kontrakt z Sevillą, na liście NBG oznaczony jest jako rozgrywający o wzroście 188 cm. Wychowanek TKM Włocławek w Hiszpanii najpierw grał w Estudiantes, przed kończącym się sezonem przeniósł się do Sevilli.

- W drużynie kadetów Andrzej jest jednym z liderów, spokojnie daje sobie radę. Mierzy 188 cm wzrostu, jest silnym fizycznie, wszechstronnym obwodowym - w Polsce grał częściej z piłką, jako rozgrywający, w Hiszpanii występuje raczej jako rzucający, uczy się poruszać bez piłki - mówił o nim ojciec, były reprezentant Polski.

Balcerowski jest środkowym, mierzy 212 cm wzrostu, też gra w Hiszpanii, w Gran Canarii. Ostatnio Balcerowski znalazł się w 10 koszykarzy z Europy, którzy polecieli do Nowego Jorku, by zagrać w tamtejszym turnieju Jordan Brand Classic.

- To była moja największa, jak dotychczas, życiowa przygoda. Moimi idolami są Marcin Gortat i Dirk Nowitzki. Marzę, by im kiedyś dorównać. Zdaję sobie sprawę, jak daleka czeka mnie droga i jak wiele ciężkiej pracy będą musiał wykonać. Na razie zrobiłem jedynie mały kroczek w - mam nadzieję - właściwym kierunku - mówił po powrocie z USA syn Marcina Balcerowskiego, byłego gracza Górnika Wałbrzych.

Gołek to rzucający, ma 193 cm wzrostu, gra w MKS Pruszków. Razem z Balcerowskim był na Jordan Brand Classic w Zagrzebiu, na wyjazd do USA się nie zakwalifikował. Ale planuje wyjazd do Ameryki Płn. do szkoły średniej. - NBA to marzenie odległe, najbliższy cel to liceum, a potem studia w USA. Na kampie w Zagrzebiu rozmawiałem z amerykańskim trenerem, który mnie chwalił i powiedział, że pomoże mi w znalezieniu szkoły - mówił Gołek po powrocie z Zagrzebia.

Zestawienie ma charakter listy nazwisk największych talentów, bez układania rankingu. Zawodnicy zostaną ocenieni w trakcie wakacyjnych turniejów i wówczas zostaną przyznane im miejsca w drabince. Oby nasi młodzi gracze byli jak najwyżej!

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

(fot. facebook.com)

Mistrzowie wrócili! Warriors znów w finale

NBA | 31.05.2016 05:56

Od 1:3, do 4:3 - Golden State Warriors wyszli z głębokiego dołka i awansowali do finału NBA wygrywając siódmy mecz z Oklahoma City Thunder 96:88. Wielki Stephen Curry rzucił 36 punktów.

W finale NBA obejrzymy powtórkę sprzed roku - Warriors znów spotkają się z Cleveland Cavaliers. Tym razem rywalizacja zapowiada się ciekawiej, obie drużyny grają lepiej niż rok temu. Warriors są na fali po trzech wygranych z Thunder, Cavaliers przez playoff idą jak burza. Pierwszy mecz w czwartek w Oakland.

W poniedziałek, w wyczekiwanym siódmym meczu finału Konferencji Zachodniej, było dużo emocji i zwrotów. Po chaotycznym początku szybciej opanowali się goście - pierwsze większe prowadzenie, 22:15, osiągnęli w końcówce pierwszej kwarty. W połowie drugiej było już nawet 35:22 po rzucie Andre Robersona, ale wtedy się zaczęło - Klayowi Thompsonowi przypomniał się szósty mecz. Strzelec Warriors, który w poniedziałek spudłował 7 pierwszych rzutów, zaczął trafiać za 3.

Thunder, dzięki świetnemu Russellowi Westbrookowi (14 punktów, 4 asysty i 7 asyst do przerwy), wciąż próbowali powiększać przewagę, ale Warriors co chwila ją redukowali. Od stanu 33:45 błyskawicznie zeszli do 40:45, a Stephena Curry’ego nie zdeprymował nawet mocny blok, który otrzymał w ostatniej minucie pierwszej połowy od Serge’a Ibaki. Lider Warriors lobem w tłoku ustali wynik na 48:42 dla Thunder po 24 minutach.

Goście z Oklahomy znów grali bardzo dobrze - Kevin Durant nie oddawał wielu rzutów, ale był skuteczny, Steven Adams świetnie walczył pod koszami. Jeśli Warriors żyli z trójek, to Thunder budowali przewagi twardą grą pod koszem, zbiórkami w ataku oraz fizycznym naciskiem w obronie.

Ale na początku drugiej połowie zaczęło się trójkowe szaleństwo Warriors - wpadło pięć z rzędu. Thompson, Curry, Andre Iguodala, Curry i znów Curry wyprowadzili obrońców tytułu na 57:54, Warriors zaczęli przejmować inicjatywę, a Thunder, pod presją, gubić piłki i, momentami, tracić głowę. Durant trafiał trudne rzuty, ale coraz częściej pudłował, Westbrook stał się niewidoczny. Po 5 punktach z rzędu Shauna Livingstona Warriors wygrywali już 64:58 w końcówce trzeciej kwarty.

I nie przestawali - Leandro Barbosa i Harrison Barnes powiększyli przewagę do 69:58. Kluczowy run 12:0 zamknął nietypowym dla siebie wejściem pod kosz Anderson Varejao. Cała ta seria była dziełem rezerwowych, to oni dokończyli dzieła po trójkowym szaleństwie strzelców. Kwarta wygrana 29:12 była pogromem Thunder.

Oklahoma się nie poddała, jej strzelcy też zaczęli w końcu trafiać z dystansu i goście zmniejszyli straty to 69:73. I wtedy znów pojawił się Curry. Trójka sprzed Duranta, rzut z półdystansu, wejście pod kosz - Warriors znów uciekli. Ale to nie był koniec - Durant w końcu się otrząsnął po słabszym fragmencie, zdobył szybkie 7 punktów i 1.40 przed końcem było tylko 90:86 dla Warriors.

Curry nie pozwolił na więcej - dorzucił 3 punkty z wolnych po wymuszeniu faulu Serge’a Ibaki, a po dwóch pudłach Duranta dobił Thunder kolejną trójką. MVP zdobył w siódmym meczu 38 punktów, trafił 7 z 12 trójek, miał 8 asyst. 21 punktów (6/11 za 3) dodał Thompson. 11 punktów, 9 zbiórek i 4 asysty zdobył Draymond Green. Dla Thunder 27 punktów rzucił Durant (10/19 z gry), Westbrook dodał 19 punktów, 7 zbiórek i 13 asyst, ale w drugiej połowie znów był niewidoczny.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. Wikimedia Commons
 

Adam Waczyński - od Wałbrzycha, do Malagi

Kadra | 30.05.2016 21:14

To nie tylko wielki sukces Adama Waczyńskiego - to także modelowy przykład dla każdego koszykarza, jak mądrze i cierpliwie budować karierę.

Od kilku tygodni kolejne serwisy powtarzają informację, którą hiszpańskie media z Malagi podały pod koniec kwietnia - że Adam Waczyński uzgodnił warunki kontraktu z Unicają Malaga. Potwierdzenia nie ma, to wciąż spekulacje, choć o żadnym z innych ponoć zainteresowanych klubów nie mówi się w tak konkretnym kontekście. Tu i ówdzie słychać, że „Waca” miał też zapytania z innych czołowych klubów ACB, choć nie Realu i Barcelony.

W tym momencie nie sposób ocenić, czy dla Waczyńskiego lepsza byłaby Unicaja, Valencia, Laboral Kutxa czy Gran Canaria - nie wiadomo, jakie składy i cele będą miały te zespoły w przyszłym sezonie, nie wiadomo dokładnie, jaką rolę miałby pełnić w nich Waczyński. Można porównywać osiągnięcia w tych i poprzednich rozgrywkach, historię klubów, trenerów, hale i miasta, ale to nieistotne. W szerszej skali najważniejsze jest to, że kariera Waczyńskiego wciąż rozwija się modelowo.

Było w niej szukanie minut i doświadczenia w wieku 18-19 lat (sezon w Górniku Wałbrzych), wejście na nieco wyższy poziom (PBG Basket Poznań), powrót do ambitnego Trefla i cztery sezony postępów, w których Waczyński poprawiał się pod każdym względem, wyrastał na lidera. Było trudne, mozolne budowanie sobie pozycji w reprezentacji, była wakacyjna praca nad wzmocnieniem się pod względem fizycznym.

W 2014 roku Waczyński wyjeżdżał do Hiszpanii przygotowany na duże wyzwanie pod każdym względem - porażki go wzmocniły, wiedział, na czym polega bycie liderem, miał ustabilizowaną sytuację rodzinną, klub wybrał w sam raz - nie za silny, nie za słaby. I znów robił postępy - średni początek sezonu, dobry koniec, świetny EuroBasket, znakomity początek obecnych rozgrywek. Gdyby nie kontuzje, mógłby być królem strzelców ACB.

Teraz mógłby zapewne skusić się na wielkie pieniądze z Rosji czy Turcji, ale wszystko wskazuje na to, że zostanie w Hiszpanii i znów zrobi krok do przodu. Powalczy o miejsce w drużynie z czołówki, zagra w europejskich pucharach, będzie miał szanse się rozwijać, wskoczy też na wyższą finansową półkę. I to w gruncie rzeczy jest ważniejsze niż to, czy jego nowym klubem będzie Unicaja, Valencia, Laboral Kutxa czy Gran Canaria.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. Facebook.com/Adam Waczyński

Naszym zdaniem

Łukasz Majewski zagra w Stali Ostrów

PLK | 30.05.2016 16:08

Specjalizujący się w rzutach z dystansu doświadczony skrzydłowy w sezonie 2016/17 zagra w Stali  – poinformował klub z Ostrowa Wielkopolskiego.

Stal Ostrów Wielkopolski tuż przed ubiegłym sezonem budowała skład rekordowo późno i rekordowo szybko. Tym razem działacze klubu postawili pójść spokojniejszą drogą i znacznie wcześniej zabrali się do kompletowania składu. Podpisali już m.in. kontrakty na dalszą grę z Tomaszem Ochońką oraz Bułgarem Christo Nikołowem i także w przypadku dalszych zawodników nie zamierzają czekać do ostatnich chwil przed nowym sezonem.

Łukasz Majewski (33 lata) oczywiście nie może się równać z niekwestionowanym królem ligowych transferów Łukaszem Wiśniewskim, ale także on zwiedził w swojej karierze sporo drużyn – w ekstraklasie grał już w Jarosławiu, Starogardzie, właśnie Ostrowie Wielkopolskim (sezon 2007/08), ponownie Starogardzie, Włocławku, ponowie Starogardzie (!!), Radomiu i wreszcie w Szczecinie.

Do Wilków Morskich przeszedł wraz z trenerem Markiem Łukomskim, po tym jak Rosa nie chciała już kontynuować z nim współpracy. W Szczecinie cieszył się sporym zaufaniem - grywał zwykle w pierwszej piątce, występował na boisku średnio ponad 25 minut, zdobywał 7.8 pkt. i trafiał 37.5 % rzutów z dystansu. W informacji wynika, że popularny „Maja” podpisał w Ostrowie dwuletni kontrakt.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

(fot. A. Romański, plk.pl)

Video

  • PLK: Top 10 15. tygodnia
  • Top 10 PLK - 6-12.01
  • PLK: Top 10 11. kolejki

Być jak LeBron - kto w PLK mógłby wrócić do domu?

PLK | 30.05.2016 14:43

Drugiego Macieja Zielińskiego, który całą dorosłą karierę spędził w jednym klubie, już pewnie nie będzie, ale kilku graczy mogłoby dopisać do sportowych życiorysów fajne historie, gdyby zdecydowali się na powrót do "swoich" klubów.

Powrót LeBrona Jamesa do Cleveland w 2014 roku, był czymś więcej niż tylko transferem, był emocjonalną podróżą do przeszłości, w której bohater wraca niczym syn marnotrawny i chce odkupić winy, zdobywając tytułu dla miasta, które nie oglądało go od dekad. W PLK aż tak patetycznie by nie było, ale niewątpliwie można byłoby znaleźć kilku graczy i kilka klubów, które - w razie ponownego połączenia kontraktami - zyskałyby większą uwagę w oczach kibiców.

Oczywiście, jest wielu graczy, którzy - jak np. Łukasz Koszarek - nie mają gdzie wracać, bo kluby, w których zaczynali, nie istnieją, lub ich młodzieżowa kariera była podzielona na równe etapy i trudno wybrać jeden główny. Ale w ostatnich latach wracali do siebie Przemysław Frasunkiewicz (Gdynia), Łukasz Wiśniewski (Toruń), czy Kamil Chanas (Wrocław). Teraz też znaleźliśmy kilku graczy, których transfery „do przeszłości” byłyby i ciekawe, i - w pewnym sensie - naturalne.

Filip Dylewicz w Treflu
To nawet nie jest fantastyka, to realna opcja. Może nie w jakimś wielkim stopniu, bo z plotek na giełdzie transferowej wynika, że 36-letniemu wysokiemu skrzydłowego bliżej do drużyn, które chcą walczyć o medale (np. Energii Czarnych Słupsk). Ale Trefl szykuje się do lepszego sezonu niż ten, który się kończy, chce wrócić do playoff, buduje silniejszy zespół. Dylewicz, który był w „starym” Treflu od 1997 roku, a potem występował też w tym „nowym”, po rozłączeniu z Prokomem, w Trójmieście się zadomowił, a w Sopocie jest lubiany. Być może jeszcze nie w najbliższym sezonie, ale kiedyś jeszcze pewnie w Treflu zagra.

Szymon Szewczyk w Wilkach Morskich
Taki ruch jest naszym zdaniem bardzo prawdopodobny i to już niebawem. Szewczyk, 34-letni środkowy, ma niezły sezon w Stelmecie, ale wiadomo, że z jednej strony obrońcy tytułu będą szukać pewnie lepszych podkoszowych, a Szewczyk wciąż liczy na więcej minut. W Szczecinie, gdzie silny klub chcą budować w oparciu o ludzi z tego miasta, sprowadzenie Szewczyka sondowano już wcześniej, teraz to pewnie bardziej realny plan. „Szewcu”, jeden z najbardziej doświadczonych polskich koszykarzy, mógłby być fajnym symbolem odrodzenia koszykówki w Szczecinie, a wspólnie z tatą, Mirosławem, który jest trenerem młodzieży w tym mieście, zachęcać dzieciaki do gry w koszykówkę.

Michał Ignerski w Lublinie
To już typowo życzeniowy transfer, na który się nie zanosi. Raz, że niezła końcówka sezonu Ignerskiego we Włoszech pokazała, że 36-letni skrzydłowy jest w stanie grać w lepszej lidze niż PLK, dwa, że akurat Start Lublin, to pewnie ostatni zespół, na który zerknąłby Ignerski. Drużyna z rodzinnego miasta koszykarza zajęła w tym sezonie ostatnie miejsce w PLK, Ignerskiemu z pewnością bliżej byłoby do Włocławka, gdzie występował, czy do Wrocławia, gdzie się zadomowił. Poza tym - on w Lublinie zaczynał, ale w AZS, a nie w Starcie. Gdyby wrócił do rodzinnego miasta - to byłaby piękna sensacja!

Kamil Łączyński w Legii
To też transfer na razie niemożliwy, przynajmniej przez najbliższy rok. Łączyński nie ma, po co wracać do I ligi, to rozgrywający dla czołowych klubów PLK. Ale jeśli Legia w końcu wejdzie do ekstraklasy, to prawdopodobnie „Łączka” w przyjemnością by w niej wystąpił. Byłby to powrót do rodzinnych korzeni, bo przecież jego ojciec Jacek, to wychowanek tego klubu, jego czołowy strzelec w latach 80., wciąż legionista. Kamil Łączyński też nim jest, sympatii z Legią nie ukrywa, kibicuje i piłkarzom, i koszykarzom.

Robert Witka w Anwilu
Przeżywający drugą młodość, bardzo doświadczony, 35-letni Witka, walczy o finale w barwach Rosy, a w półfinale wyrzucił z rywalizacji o mistrzostwo Anwil, w którym dorosłą karierę zaczynał. Witka nigdy nie był we Włocławku taką twarzą zespołu, jak Dylewicz był w Sopocie, nie ma też takiej osobowości, co Szewczyk, ale mądrość, centymetry i rzuty z odchylenia piechotą nie chodzą. To byłoby coś, gdyby np. w przyszłym sezonie Anwil wykonał kolejny krok do przodu i zagrał w finale mając Witkę w składzie.

ubrania

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. Andrzej Romański/Plk.pl

Czy Marcin Gortat chce zostać prezydentem?

NBA | 30.05.2016 06:05

- Mam trochę na głowie i na razie nie myślę o projekcie „Prezydent”. Na pewno nie zostanę agentem, trenerem reprezentacji czy szefem Polskiego Związku Koszykówki - mówi Marcin Gortat w rozmowie ze Sport.pl.

To nie jest pierwszy raz, gdy Marcin Gortat wspomina o prezydenturze. Po raz pierwszy powiedział o tym dwa lata temu, w rozmowie z True Hoop. - Powtarzam to wszystkim, że pewnego dnia chciałbym być prezydentem Polski. To jest poważny pomysł, ponieważ interesuję się polityką. Ale jeśli zdecyduję się to robić, to zaczną powoli od małego fotela i będę potem próbował iść w górę. Teraz nie rozmawiajmy jednak o tym.

Teraz, w rozmowie ze Sport.pl, Gortat mówi tak: – Dużo się o tym mówiło w mediach, ja też wrzucałem czasami wpisy podsycające takie plotki, można to traktować pół żartem, pół serio. Ale to jest jakiś pomysł, nie mówię, że o tym nie myślałem. Czy jednak chciałbym się pchać na taką funkcję? To ważne stanowisko i ogromna odpowiedzialność. Już teraz musiałbym wejść w politykę, udzielać się pod tym względem, a nie do końca chcę to robić.

- Na razie mam dużo konkretniejszych pomysłów na przyszłość, związanych np. z moją fundacją. Chcę pomóc Łodzi, żeby to miasto się rozwijało, powstają kolejne szkoły sportowe Marcina Gortata, rosną naprawdę pięknie. Mamy już w nich reprezentantów Polski, mistrzów świata czy Europy, zajmujemy się tam wieloma dyscyplinami. Chcemy stworzyć dzieciakom jak najlepsze warunki do rozwoju i nie chcemy od nich żadnych pieniędzy.

- Mam więc trochę na głowie i na razie nie myślę o projekcie „Prezydent”. Na pewno nie zostanę agentem, trenerem reprezentacji czy szefem Polskiego Związku Koszykówki. Chociaż czasem wydaje mi się, że robię już dla tej dyscypliny i dzieciaków tyle co związek, jak nie więcej - kończy Gortat.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Facebook.com/Fundacja Marcina Gortata MG13

Ostatnie wyniki

TBL | NBA | EL | 1LM | 2LM | BLK

Siarka Tarnobrzeg
Trefl Sopot
06.03 92
81
Wilki Morskie Szczecin
Start Lublin
06.03 121
70
Śląsk Wrocław
Anwil Włocławek
06.03 69
86
Energa Czarni Słupsk
Polfarmex Kutno
05.03 87
84
Polpharma Starogard Gd.
Polski Cukier Toruń
05.03 74
73
AZS Koszalin
Rosa Radom
05.03 79
85
Rosa Radom
Asseco Gdynia
29.02 87
80
Polfarmex Kutno
PGE Turów Zgorzelec
28.02 84
69
BM Slam Stal Ostrów Wlkp.
MKS Dąbrowa Górn.
28.02 87
68
Stelmet Zielona Góra
Siarka Tarnobrzeg
27.02 101
78
Detroit Pistons
New Orleans Pelicans
21.02 106
111
Oklahoma City Thunder
Cleveland Cavaliers
21.02 92
115
Denver Nuggets
Boston Celtics
21.02 101
121
Phoenix Suns
San Antonio Spurs
21.02 111
118
Brooklyn Nets
Charlotte Hornets
21.02 96
104
Orlando Magic
Indiana Pacers
21.02 102
105
Toronto Raptors
Memphis Grizzlies
21.02 98
85
Dallas Mavericks
Philadelphia 76ers
21.02 129
103
Chicago Bulls
Los Angeles Lakers
21.02 126
115
Portland Trail Blazers
Utah Jazz
21.02 115
111
Lokomotiw Kubań Krasnodar
Darussafaka Stambuł
12.02 82
58
Panathinaikos Ateny
Efes Stambuł
12.02 83
78
CSKA Moskwa
Olympiakos Pireus
12.02 92
85
FC Barcelona
Żalgiris Kowno
12.02 92
86
Crvena Zvezda Telekom Belgrad
Cedevita Zagrzeb
11.02 94
74
Fenerbahce Stambuł
Unicaja Malaga
11.02 80
59
BK Chimki
Real Madryt
11.02 82
93
Laboral Kutxa Vitoria
Brose Baskets Bamberg
11.02 90
64
Efes Stambuł
Fenerbahce Stambuł
05.02 73
77
Żalgiris Kowno
CSKA Moskwa
05.02 54
94
Znicz Pruszków
Sokół Łańcut
05.03 72
68
GKS Tychy
ACK UTH Rosa Radom
05.03 102
84
AZS Mickiewicz Katowice
Pogoń Prudnik
05.03 82
77
Spójnia Stargard Szcz.
SKK Siedlce
05.03 81
76
Miasto Szkła Krosno
Noteć Inowrocław
05.03 112
82
Biofarm Basket Poznań
Doral Nysa Kłodzko
05.03 44
51
Śląsk II Wrocław
GTK Gliwice
05.03 64
69
Legia Warszawa
Astoria Bydgoszcz
04.03 109
73
Noteć Inowrocław
Śląsk II Wrocław
02.03 62
68
Astoria Bydgoszcz
Biofarm Basket Poznań
02.03 68
76
Trefl II Sopot
Politechnika Gdańska
06.03 94
73
SMS Władysławowo
Kotwica 50 Kołobrzeg
06.03 59
121
BC Obra Kościan
Asseco II Gdynia
06.03 73
96
TKM Włocławek
AZS UMK Consus PBDI Toruń
06.03 65
73
Itago Gdynia
Domino Inowrocław
06.03 63
76
KK Warszawa
Polonia Warszawa
06.03 70
41
Start II Lublin
Księżak Łowicz
06.03 77
76
Rosa III Radom
Stal St. Wola
06.03 60
69
MCS Daniel Gimbaskets 2 Przemyśl
Tur Bielsk Podlaski
06.03 87
71
Pogoń Ruda Śl.
Alba Chorzów
06.03 71
79
Basket Gdynia
Pszczółka AZS Lublin
26.10 71
75
Wisła Can-Pack Kraków
Ślęza Wrocław
26.10 83
64
Artego Bydgoszcz
MKS Konin
25.10 103
62
MKK Siedlce
Energa Toruń
25.10 65
86
KK ROW
Widzew Łódź
25.10 75
53
CCC Polkowice
AZS Gorzów Wlkp.
25.10 69
67
KK ROW
Basket Gdynia
16.10 62
59
Ślęza Wrocław
CCC Polkowice
05.10 54
63
Wisła Can-Pack Kraków
Basket Gdynia
04.10 96
37
Widzew Łódź
MKK Siedlce
04.10 56
75

REKLAMA

Wreszcie świetny mecz Davida Jelinka

PLK | 29.05.2016 21:47

Krytykowany ostatnio gracz w końcu zagrał na miarę swojego talentu - rzucił 25 pkt. i ciągnął zespół. Szkoda tylko, że Czech nie mógł liczyć na większe wsparcie kolegów.

Gdy David Jelinek zaczął pierwszy mecz z Energą Czarnymi od dwóch prostych strat i wyraźnie przestrzelonego rzutu dystansu, mogło się wydawać, że będzie to jeszcze jeden nieudany mecz w trakcie nieudane wiosny lidera Anwilu. Czech jednak – w odróżnieniu od kolegów z drużyny – z minuty na minutę się rozkręcał i zagrał swój najlepszy mecz od wielu tygodni.

Zwłaszcza w trzeciej kwarcie, gdy zdobył 11 punktów, ciągnął swój zespół niemal w pojedynkę. Także w końcówce (razem z Kamilem Łączyńskim) próbował jeszcze ratować sytuację. Skończył spotkanie z 25 oczkami i 4 zbiórkami, trafił 8 z 16 rzutów z gry (50%). To o niebo lepiej niż w kompletnie nieudanej serii z Rosą Radom czy w ostatnich tygodniach sezonu regularnego.

Meczu z Czarnymi wygrać się nie udało, ponieważ normalna dyspozycja przez ponad tydzień przerwy nie wróciła do pozostałych zawodników Anwilu. Skuteczności drużyny (39% za 2 pkt., 22% za 3 pkt., tylko 56% za 1 pkt.) wołają o pomstę do nieba i spowodowały porażkę u siebie z niemal równie słabo dysponowanym rywalem ze Słupska. W efekcie Czech sam zdobył prawie połowę punktów włocławian (z łącznie 54).

David Jelinek przyjeżdżał z Hiszpanii do PLK jako uznany w Europie zawodnik, szukający wielu minut gry do odbudowania formy, wykazania się statystykami i powrotu do poważnej kariery. Ostatnie tygodnie ostatnio mocno zachwiały jego wizerunkiem – obniżył loty równie mocno, co cała drużyna z Włocławka. Będzie miał już tylko 1 lub 2 ostatnie mecze, by pokazać, że jednak potrafi zrobić różnicę na poziomie czołówki polskiej ekstraklasy. Choćby miał się z tym zmierzyć prawie sam.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. Andrzej Romański/Plk.pl

Czarni o krok od medalu

PLK | 29.05.2016 19:59

Energa Czarni kolejnym zespołem, który odczarował Halę Mistrzów – po meczu dla koszykarskich koneserów goście ze Słupska zwyciężyli Anwil 59:54.

W trakcie pierwszej połowy gorąca atmosfera panowała wyłącznie na trybunach. Kibice Anwilu, zgodnie ze swoim zwyczajem, na stojąco czekali na pierwszy celny rzut swoich ulubieńców i musieli biedni stać aż przez połowę kwarty. Po 5 minutach wynik brzmiał bowiem 5:0 dla Czarnych, a obie drużyny popisywały się rekordową nieskutecznością.

W pierwszej kwarcie nieco mniej fatalni byli Czarni (Greg Surmacz był jedynym graczem w formie na boisku), zatem to oni po 10 minutach prowadzili 14:6. W następnej części dla odmiany nieco mniej tragiczny był Anwil, więc do przerwy przegrywał tylko 18:24. Po 2 stratach na początku meczu obudził się nieco David Jelinek (6 pkt.). Surmacz miał „aż” 12, czyli połowę zdobyczy swojego zespołu w pierwszych 20 minutach.

Do przerwy Anwil trafił 7 z 31 rzutów, czyli 22.6% (w tym 1-12 za 3 pkt.), a Czarni 8 z 32, czyli 25% (3-15 z dystansu). I niech te smutne liczby służą za cały komentarz do rekordowo nieudanej pierwszej połowy.

W trzeciej kwarcie punktów padło wreszcie trochę więcej (19:15 dla Anwilu), ale nie oznacza to, że podniósł się poziom spotkania. Wciąż mnóstwo było kuriozalnych strat i seryjnych pudeł. W Anwilu pierwszy skrzypce grał Jelinek (11 pkt. w kwarcie), a grą Czarnych kierował mądrze Jerel Blassingame (9 asyst w meczu).

W ostatniej części mecz wreszcie dało się oglądać. Po trójkach Blassingame’a goście odskakiwali na 6-7, ale za każdym razem Anwil odrabiał straty, po kolejnych celnych rzutach świetnie dysponowanego Jelinka (łącznie 25 pkt., 50% z gry) bądź solidnego Kamila Łączyńskiego (dwie trójki z rzędu). Na 3 minuty przed końcem znów był remis 51:51.

Kolejnych strat już nie jednak nie zdołali odrobić. Czarni kilkukrotnie bezkarnie ponawiali rzuty w ostatniej minucie, aż Jarosław Mokros trafił i zrobiło się 54:57 na 17 sekund przed końcem. Kluczową akcję po czasie Igora Milicicia wyjściem na aut z piłką fatalnie zepsuł Danilo Andjusić i było po meczu.

W serii o brązowy medal gra się do 2 wygranych meczów. Następne spotkanie odbędzie się w środę w Słupsku. Energa Czarni prowadzą 1:0.

 fot. A. Romański, plk.pl

Adam Hrycaniuk – lepiej z niego nie żartować

PLK | 29.05.2016 11:12

„Bestia”! Po prostu za silny dla Rosy – Adam Hrycaniuk zagrał jeden ze swoich najlepszych meczów w sezonie, robiąc dla Stelmetu różnicę pod oboma koszami. 

Adam Hrycaniuk często jest przez kibiców niedoceniany, ponieważ jego ciężką pracę na boisku czasem przesłaniają łatwo wpadające w oko, dziwne faule w ważnych momentach spotkań. Nie oznacza to, że świetnie przygotowany fizycznie i waleczny środkowy nie potrafi grać w koszykówkę. Pokazał to wszystkim (także rywalom) w drugim meczu z Rosą.

Gdyby ktoś spojrzał tylko na arkusz statystyczny, zapewne nie miałby aż takiego zdecydowanego wrażenia. Solidne 10 pkt. (3-8 z gry) i 7 zbiórek. Jednak nie przypadkiem to Hrycaniuk grał niemal przez 27 minut, podczas gry nominalny pierwszy środkowy Stelmetu Dejan Boronjak tylko 13. Zbiórki i punkty z ponowień, faule łapane przez rywali, to wszystko powodowało, że Rosa ponownie wyraźnie przegrywała walkę o strefę podkoszową. Po dobrym zastawieniu wysokich rywala, znacznie łatwiej o zbiórki powalczyć mogli mieli niscy zawodnicy gospodarzy (nawet Łukasz Koszarek miał ich aż 7).

„Bestia” to jednak przede wszystkim żelazna obrona. Nie tylko wybił z głowy jakiekolwiek marzenia o punktach Seidowi Hairiciowi, ale przede wszystkim (jedna z jego specjalności), był kluczem w obronie Stelemetu przeciwko akcjom pick’n’roll. Niewielu wysokich tak dobrze radzi sobie w defensywie, gdy zostaną wyizolowani to gry 1 na 1 przeciwko znacznie niższym graczom.

Adamowi pewnie znów długo oberwie się od kibiców za jakieś spektakularne faule w ataku bądź ruchome zasłony, ale nie zmienia to faktu, że w naszej lidze jest ważnym i przydatnym graczem. Był jednym z najważniejszych elementów obrony Stelmetu, która zatrzymała Rosę w meczu numer 2. Ciężka praca popłaca!

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

(fot. A. Romański, plk.pl)

Anwil czy Czarni - dla kogo medale z brązu?

PLK | 29.05.2016 09:20

W niedzielę startuje rywalizacja o brąz. Trochę w cieniu walki o złoto, ale obecność w małym finale Anwilu i Energi Czarnych Słupsk gwarantuje emocje. Włocławianie chcą wrócić na podium, Czarni chcą utrzymać trzecie miejsce z poprzednich rozgrywek. Co będzie kluczowe dla obu drużyn?

ANWIL:

1. Obudzić Davida Jelinka!
Czy czeski strzelec, który od kilku tygodni gra słabiej i rozczarował w półfinale z Rosą, naprawdę zamierza skończyć sezon w ten sposób? Gdzie jest ten przebojowy zawodnik, który pobił ligę jesienią i w zimie, który potrafił zdobywać punkty na najróżniejsze sposoby i być efektownie grającym liderem? Może teraz, gdy presja jest już jednak nieco mniejsza, Jelinek się obudzi, zagra aktywniej, bardziej zdecydowanie w ataku i pociągnie za sobą zespół? Tego Anwilowi, który na dodatek ma problemy z kontuzjami, bardzo trzeba.

2. Utrzymać sprytną obronę
To, że Rosie udało się pokonać Anwil, znajdując dziury w jego zmiennej defensywie, nie oznacza, że Czarnym też się to uda. Dlatego Anwil nie powinien zbytnio kombinować i odchodzić od tego, co dawało efekty przez zdecydowaną większość sezonu - próby pułapek na całym boisku, przejście do strefy 1-3-1 lub 2-3, zmienianie obrony na indywidualną. To często wybijało z rytmu rywali.

3. Przywrócić status twierdzy
Po dwóch wygranych Rosy w Hali Mistrzów, niezwyciężona aura tego obiektu odeszła w zapomnienie, ale to nie znaczy, że Czarnym będzie się tam grało łatwo. Hala i kibice wciąż są dużym atutem Anwilu, energia płynąca z trybun może dodać skrzydeł włocławianom. Ale też łatwiej o to, jeśli koszykarze dadzą kibicom impuls do dopingu - ambicja, błyskotliwe akcje i werwa wskazująca na to, że brązowy medal jest we Włocławku czymś bardzo pożądanym, pomogą rozpalić Halę Mistrzów do odpowiedniego poziomu.

CZARNI:

1. Aktywny J-Blass
Amerykanin musi wykorzystać kontuzję Roberta Skibniewskiego i, mówiąc wprost, spróbować „zajechać” Kamila Łączyńskiego. Jeśli Blassingame będzie grał tak, jak potrafi najlepiej - jeśli będzie przyspieszał grę, wymuszał faule, gadał z rywalami odciągając nieco ich uwagę od parkietu - Czarni będą bliżej zwycięstw. Ze Stelmetem J-Blass wypadł, co zrozumiałe, słabiej niż z Polskim Cukrem, ale też Anwilowi bliżej do drużyny z Torunia niż do obrońców tytułu.

2. Wygrać walkę o zbiórki
Cheikh Mbodj i Justin Jackson, ale nie tylko oni, są w stanie wygrać zdominować tablice, co jest ważnym elementem zwycięstw Czarnych. Zbiórka w obronie umożliwia wyprowadzanie kontr, a mając takich graczy jak Blassingame, Jackson czy Demonte Harper, słupszczanie potrafią to robić. W Anwilu specjalistą od zbiórek jest ostatnio Robert Tomaszek i, by osiągnąć sukces na deskach, to jego trzeba przede wszystkim zastawić i wypchnąć spod kosza.

3. Zaatakować w pierwszym meczu
Tak, jak w ćwierćfinale, gdy słupszczanie odebrali Polskiemu Cukrowi przewagę boiska już w pierwszym spotkaniu. W rywalizacji o brąz będzie ją miał Anwil, więc Czarni, by zdobyć medale, będą musieli wygrać na wyjeździe przynajmniej raz. I łatwiej będzie im rzucić wszystko na szalę w pierwszym meczu, gdy obie drużyny, po długiej przerwie, będą szukać swojego rytmu. Anwilowi może pójść z tym trudniej, bo przegrany półfinał i kontuzje chyba w większym stopniu odbiły się na drużynie niż na Czarnych odpadnięcie ze Stelmetem.

Terminy:
Niedziela, 29 maja, g. 18, Włocławek
Środa, 1 czerwca, g. 18.15, Słupsk
sobota, 4 czerwca, g. 18, Włocłwek (jeśli będzie konieczne)

W sezonie zasadniczym: 1:1 (77:71 dla Czarnych w Słupsku; 91:83 dla Anwilu we Włocławku)

Typ PolskiKosz.pl: 2:1 dla Anwilu. Po bardzo zaciętych, twardych spotkaniach.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. Andrzej Romański/Plk.pl
 

Mistrzowski popis Splash Brothers!

NBA | 29.05.2016 06:06

Golden State Warriors byli w tej serii na krawędzi. Byli też na krawędzi w czwartej kwarcie szóstego meczu w Oklahoma City. A jednak go wygrali dzięki znakomitej końcówce Klaya Thompsona i Stephena Curry’ego. Będzie siódmy mecz!

Co to było za spotkanie! Przez jego większość mogło się wydawać, że świetni Thunder włożą między bajki opowieści o najlepszych w historii Warriors. Że rekord z sezonu zasadniczego zblednie, bo Curry i spółka nawet nie awansują do finału. Ale obrońcy tytułu wciąż mają na to szansę, ze stanu 1:3 podnieśli się na 3:3, a siódme spotkanie rozegrają u siebie w Oakland.

I zrobili to w stylu, który może zostać zapamiętany na długo. Wyśmienita forma strzelecka w najważniejszych momentach, przyćmiła wszystkie słabsze chwile Warriors w sobotnim spotkaniu!

Przez większość meczu na wygraną obrońców tytułu się nie zanosiło, 5 minut przed końcem Thunder prowadzili 96:89. Ale za trzy trafił wtedy Thompson, który w tym meczu najczęściej dawał Warriors sygnał do odrabiania strat. Obrońcy tytułu z akcji na akcję byli coraz bardziej pewni, w końcu do ataku aktywniej włączył się Curry - MVP trafił dwie trójki w ciągu kilkudziesięciu sekund i wyrównał na 99:99.

Potem Warriors przypomnieli wszystkim, że są świetni w obronie. Andre Iguodala wybijał piłki przerywając akcje Russella Westbrooka i Kevina Duranta, Thunder mieli wielkie problemy ze zdobyciem punktów. A Warriors - przeciwnie. Thompson trafił następną trójkę na 104:101, w końcówce dwa ważne przechwyty zaliczyli jeszcze Draymond Green i Curry. Warriors wygrali 108:101 i przejęli inicjatywę w serii. W poniedziałek w Oracle Arena to oni będą faworytem.

Thompson i Curry rzucili aż 70 ze 108 punktów zespołu. Pierwszy zdobył 41, trafiając 11 z 18 trójek i ustanawiając rekord playoff pod względem celnych rzutów z dystansu. Curry rzucił 29 (6/13 za 3), dodając 10 zbiórek i 9 asyst. Green dodał 14 punktów, 12 zbiórek, 6 asyst, 3 przechwyty i blok, w końcówce bardzo ważne akcje wykonywał Iguodala.

Thunder? Przeważali przez cały mecz, Westbrook i Durant mieli świetne momenty, wspomagali ich gracze drugiego planu - Steven Adams, który miał aż 6 zbiórek w ataku, Enes Kanter, który zdobył 8 punktów, a także Andre Roberson (11). Ale do czasu. W końcówce w drużynie gospodarzy nie działało już nic, Durant (29 punktów, 10/31) i Westbrook (28 punktów, 9 zbiórek, 11 asyst) nie udźwignęli roli liderów w akcjach, które mogły dać ich drużynie awans do finału.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. Wikimedia commons
 

Stelmet na poziomie, Rosa rozbita

PLK | 28.05.2016 21:56

Mistrzowie Polski tym razem nie pozwolili Rosie Radom na podrygi. Prowadzili od początku, do końca, byli bezdyskusyjnie lepsi. Wygrali 70:51, w finale prowadzą 2:0, a Dee Bost wyrasta na faworyta do nagrody MVP.

W odróżnieniu od czwartkowego meczu, sobotnie spotkanie nie miało historii, nie było emocjonujące. Stelmet zaczął skoncentrowany, zmobilizowany w defensywie i nie pozwalał Rosie się rozkręcić. Po asyście do Mateusza Ponitki, a potem punktach Łukasza Koszarka było 11:3 na początku meczu, po wsadzie Dee Bosta z kontry, który dał mu 7 punktów w pierwszej kwarcie, zrobiło się 20:9, a po dwóch trójkach Karola Gruszeckiego oraz trafieniu Adama Hrycaniuka obrońcy tytułu wygrywali w drugiej kwarcie nawet 33:10.

I choć Rosa przed przerwą zmniejszyła straty do 25:37 po tym, jak Stelmet zgubił koncentrację, a trafiać zaczęli Robert Witka i Michał Sokołowski, to w drugiej połowie gospodarze wciąż kontrolowali sytuację. Co prawda Torey Thomas, gdy wreszcie trafił do kosza i zdobył pierwsze punkty w meczu, zmniejszył straty do 10 punktów (41:51), ale Ponitka rozpoczął wtedy zryw 9:2 i tyle Rosa Stelmet widziała.

Rosa walczyła, ale nie miała w sobotę szans. Waliła głową w mur, przeciwko świetnej momentami obronie Stelmetu (tylko 31% skuteczności z gry radomian), sromotnie przegrała rywalizację o zbiórki - aż 22:47. A w ataku nikt poza Michałem Sokołowskim nie potrafił regularnie zdobywać punktów. „Sokół” rzucił ich 13, ale jego koledzy, amerykańscy obwodowi, ledwie 11 razem - Thomas miał 6, a C.J. Harris 5. Znów nieskuteczni byli też podkoszowi Rosy.

W Stelmecie najwięcej punktów zdobył Bost (15), Koszarek miał 12 punktów, 7 zbiórek i 4 asysty, a Ponitka dodał 10 punktów i 9 zbiórek. Dpbry mecz rozegrał także Adam Hrycaniuk (9 punktów, 7 zbiórek) i w końcówce Saso Filipovski mógł wpuścić na parkiet głębokich rezerwowych Kamila Zywerta i Jakuba Dera.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. Andrzej Romański/Plk.pl
 

Maciej Lampe do kadry!

Kadra | 28.05.2016 11:55

Im bliżej powoływania szerokiej kadry przed eliminacjami do EuroBasketu 2017, tym głośniej będzie się mówiło o Macieju Lampe. Naszym zdaniem, wobec braku dwóch podstawowych środkowych, Mike Taylor powinien go powołać i wykorzystać w ważnej roli.

W tym roku w kadrze nie zagrają Marcin Gortat i Przemysław Karnowski, nie ma też jeszcze 100% pewności, czy w reprezentacji będą - a jeśli tak, to czy od początku zgrupowania - Damian Kulig i Aleksander Czyż, którzy podobno rozważają prawdziwe wakacje, ze względu na sprawy rodzinne. Tak czy inaczej - ze skompletowaniem formacji podkoszowej trener Mike Taylor może mieć ból głowy.

Czy powinien zatem sięgnąć po Macieja Lampego? Obiektywne rzecz biorąc, jest to nasz drugi najlepszy środkowy po Gortacie, pod względem doświadczenia i osiągnięć zdecydowanie przewyższa np. Kuliga, a co dopiero Szymona Szewczyka, Adama Hrycaniuka, Adama Łapetę, Jakuba Parzeńskiego, czy jakiegokolwiek innego gracza, którego mógłby rozważać Taylor.

W kończącym się sezonie Lampe był 19. strzelcem ligi tureckiej, rzucał po 12.8 pkt. na mecz, trafiał 57% rzutów za 2, notował po 7.0 zbiórki w meczu. Jeszcze lepsze średnie miał w Eurocup, w którym zdobywał po 17.0 pkt., miał po 8.7 zbiórki. Jego Besiktas w żadnych z tych rozgrywek sukcesu nie osiągnął, ale Lampe potwierdził, że na tle solidnej europejskiej konkurencji wciąż jest bardzo wartościowym graczem. Pod tym względem nie ma wątpliwości - to gracz na miarę reprezentacji Polski.

Ale też Lampe w kadrze zwykle rozczarowywał. A jeśli już grał na wysokim poziomie, jak w eliminacjach EuroBasketu 2011 (16.6 pkt., 7.6 zbiórki), to skończyło się to rozczarowaniem grupowym, bo Polacy awansu z przeciętnej grupy nie wywalczyli. Sporo się także mówiło na temat gorszej atmosfery, braku porozumienia, obok Lampego zawsze było jakieś „ale”. Czy Taylor, który w budowie drużyny zawsze podkreśla wagę ducha zespołu, właśnie świetnej atmosfery, sięgnie po Lampego?

Naszym zdaniem - powinien! Budowa drużyny budową drużyny, ale te eliminacje trzeba po prostu wygrać bez kłopotów. Estonii, Białorusi i Portugalii nie możemy się bać, ale nie miejmy złudzeń, że ogramy ich na luzie rezerwową formacją - warto pamiętać o męczarniach i porażce z Austrią sprzed dwóch lat. Jeśli na jakiejś pozycji można zrobić przewagę, to trzeba to wykorzystać. Grając z Lampem.

Poza tym kto ma wykorzystać tego gracz, jak nie Taylor? Bezpośredni Amerykanin z otwartym podejściem do wszystkich, utrzymuje kontakt także z 31-letnim środkowym, rozważa jego powołanie. Taylor z Lampem jeszcze nie pracował, środkowego Besiktasu nie było w kadrze od 2013 roku. Czas na początek współpracy, która przywróci świetnego podkoszowego reprezentacji i uczyni ją silniejszą.

handmade kominy

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. Wikimedia Commons
 

Powrót Króla – LeBron James znów w finale NBA!

NBA | 28.05.2016 08:57

Raptors ostatecznie rozbici w Toronto - Cleveland Cavaliers dzięki zwycięstwu 113:87 (4:2 w serii) meldują się jako pierwszy zespół w wielkim finale NBA. Szóstym z rzędu dla LeBrona.

Gdy sytuacje zrobiła się poważniejsza, LeBron James postanowił w końcu wziąć sprawy w swoje ręce. W szóstym spotkaniu w Toronto zagrał jak dotąd najlepszy mecz tegorocznego playoff – zanotował 33 punkty, 11 zbiórek, 6 asyst i 3 bloki. I fruwał nad koszami, potwierdzając, że jest w najlepszej formie fizycznej od kilku sezonów.

Skuteczność obu zespołów była inna, niż w dwóch pierwszych meczach w Toronto. Tym raze to Raptors nie mogli się bardzo długo wstrzelić, a Cavaliers wpadało niemal wszystko – trafili w pierwszej połowie 10 z 15 rzutów z dystansu. James nie wygrał oczywiście tego meczu sam. Gdyt gospodarze w końcu się obudzili - po przerwie szalał Kyle Lowry (35 pkt.), niemal w pojedynkę niwelując starty do 10 pkt., sprawy w swoje ręce dla odmiany wziął Kyrie Irving (30 pkt.). Drugi z rzędu bardzo dobry mecz zagrał też Kevin Love – 20 pkt. i 12 zbiórek. 

Mimo dwóch porażek na wyjazdach, Cavs pokazali, że w serii byli zdecydowanie lepsi od nierównych Raptors, któryz i tak awansem do finału Wschodu odnieśli swój największy sukces w historii klubu. Ich trener Dwane Casey przekonał niedowiarków i zachował posadę, Lowry i DeMare DeRozan potwierdzili, że potrafią grać świetnie także w meczach o stawkę, a Bismack Biyombo stanie się w wakacje jednym z najbardziej pożądanych obiektów na rynku transferowym.

Historię tworzy jednak LeBron James. To pierwszy zawodnik (od dominacji Celtics 50 lat temu), który szósty raz z rzędu awansował do finałów NBA. Jego ewentualny trzeci pierścień mistrzowski, byłby oczywiście pierwszym dla Cleveland, tyle razy publicznie obiecywanym „odkupieniem”. W pierwszej próbie (2007 r.) zdecydowanie za silni okazali się San Antonio Spurs, a rok temu – po wspaniałej serii – Golden State Warriors.

Cavs chwilę poczekają jeszcze na finałowego rywala. W rywalizacji Thunder – Warriors dość nieoczekiwanie prowadzi zespół z Oklahomy 3:2 i ma przed sobą (noc z soboty na niedzielę) mecz na własnym parkiecie. Bez względu na rozstrzygnięcie, wielkie finały rozpoczną się w najbliższy czwartek, 2 czerwca. Czekamy!

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

(fot. Wikimedia Commons)

Co może poprawić Rosa?

PLK | 27.05.2016 23:28

Zbiórki, skuteczność Torey’a Thomasa, punkty wysokich - jeśli Rosa poprawi te elementy, to może tym razem naprawdę zaskoczy Stelmet i wygra.

Rosa nie zagrała w czwartek wielkiego meczu, ale do wyrównanej walki wystarczył jej dobry początek i świetny zryw w czwartej kwarcie. Stelmet rozczarował, nie zdominował gry, nie narzucił swoich warunków, dał się dogonić. Co musi zrobić Rosa w sobotę, by wykorzystać słabszy dzień mistrza Polski, jeśli ten znów się pojawi?

1. Skuteczniej walczyć o zbiórki, bo w pierwszym meczu Rosa przegrała tę rywalizację aż 35:53. Szczególnie boleć musiały radomian piłki, których nie udało się zebrać w obronie - Stelmet miał aż 15 „desek” w ataku. Dysproporcja w punktach z ponowienia - 17 Stelmetu, 11 Rosy - nie była duża, ale w zaciętym meczu zakończonym dwiema dogrywkami, takie akcje punktowe rywala, jak np. po zbiórkach ofensywnych niskiego Dee Bosta, podcinają skrzydła.

2. Liczyć na skuteczność Torey’a Thomasa. O tym, jak pudłuje Amerykanin, niedawno pisaliśmy - w playoff ma 28/89 z gry i choć ważne rzuty trafia, to jednak nie miał jeszcze meczu, w którym regularnie znajdowałby drogę do kosza. Jeśli Thomas zagra na 20 punktów przy ponad 40% skuteczności, gra Rosy zyska nowy wymiar.

3. W obronie Rosa wypadła dobrze, Stelmet przez 40 minut zdobył 68 punktów, trafił 37% rzutów. Ten poziom defensywy trzeba utrzymać, liczyć, że nie obudzi się Mateusz Ponitka, ale poprawić też własny atak. Szczególnie pod koszem, bo wysocy Rosy (Igor Zajcew, Robert Witka i Kim Adams) mieli tylko 5/20 z gry. Jeśli będą skuteczniejsi, więcej miejsca powinni mieć Michał Sokołowski, C.J. Harris i Thomas.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. Andrzej Romański/Plk.pl
 

Najciekawsze tweety